O prasie muzycznej, Teraz Rocku, Iron Maiden i zasadzie wzajemności

Kurczenie się rynku prasowego w Polsce nie jest niczym nadzwyczajnym. Utrata popularności prasy drukowanej i jej ustępowanie publikacjom internetowym jest tendencją ogólnoświatową, której raczej nie da się już odwrócić. W ślad za tym idzie skracanie tekstów do minimum, by ostatecznie osiągnąć rozmiar wpisu na Twitterze. Oczywiście, dopóki będzie się to opłacać, nadal będą drukowane gazety papierowe, ale później pozostaną już tylko kolekcjonerzy trzymający w piwnicy roczniki sprzed lat.

W kategorii prasy muzycznej poświęconej rockowi w Polsce nie ma nie wiadomo jak wielkiego wyboru. Od czasu, gdy w miarę dobrze zacząłem czytać ze zrozumieniem, na rynku pojawiało się wiele tytułów, które prędzej, czy później, znikały. Magazyn Muzyczny, Non Stop, Brum, Muza. Było ich pewnie znacznie więcej, ale już mi gdzieś umknęły.

W chwili obecnej ukazuje się w zasadzie tylko Teraz Rock, będący kontynuacją wychodzącego od 1991 roku Tylko Rocka, bo Metal Hammer i Mystic Art to, parafrazując podtytuł Trybuny Ludu, organy wytwórni płytowych Metal Mind Productions i Mystic Production. Teraz Rock wyróżnia się na tle pozostałych tytułów wysokim poziomem dziennikarstwa. Myślę, że spora w tym zasługa redaktora naczelnego Wiesława Weissa i jego zastępcy Wiesława Królikowskiego, którzy wśród dziennikarzy muzycznych w Polsce mają niewielu konkurentów mogących się z nimi równać.

Oczywiście nie oznacza to, że Teraz Rockowi nie można próbować zarzucić czegokolwiek. Publikowane w nim teksty często skłaniają do refleksji, przede wszystkim w kwestii doboru omawianych artystów. Kupując każdy numer Teraz Rocka można odnieść wrażenie, że jego dziennikarze pochłonięci są bez reszty historią gatunku. Jest to o tyle zrozumiałe, że coraz to młodsze pokolenie słuchaczy może dzięki temu dowiedzieć się o istnieniu tego, czy innego, wykonawcy. Problemem jednak jest proporcja, bo wysyłając w kosmos losowo wybrany rocznik Teraz Rocka, obcy, po jego przechwyceniu i wchłonięciu treści, odnieśliby wrażenie, że najważniejszymi zespołami rockowymi wszech czasów są Deep Purple i Iron Maiden*. Nie twierdzę oczywiście, że nie są ważne, ale czy najważniejsze?

Przemyślenia, które miałem już od dłuższego czasu mają również inni. Że nie jestem osamotniony uświadomił mi felieton Wiesława Weissa zamieszczony w sierpniowym (zeszłorocznym) wydaniu miesięcznika, w którym redaktor naczelny wyraźnie poczuł się zaatakowany przez, nieznanego mi, Michała Żarskiego. Przyznam szczerze, że nieco zaskoczył mnie, momentami wręcz złośliwy, ton wypowiedzi Wiesława Weissa. Wydaje się, że tego formatu dziennikarz, autor encyklopedii i innych znakomitych książek o tematyce muzycznej, nie potrzebuje wdawać się w podobne utarczki. Może właściwszą reakcją byłaby refleksja nad zawartością magazynu? Zawartością, która nie jest czymś złym, bo jeśli przyjemność sprawia autorom pisanie o klasyce rocka i cały nakład miesięcznika nie jest palony później w piecach, to co w tym złego? Po co oburzać się na wypowiedź, która, pozostawiając wiele do życzenia jeśli chodzi o formę, obiektywnie oceniła zawartość Teraz Rocka? Kunszt dziennikarski publicystów piszących dla Teraz Rocka, w tym jego redaktora naczelnego, przejawiał się dotąd właśnie w formie, wyważonych wypowiedziach, stroniących od złośliwości. Cytowane w omawianym felietonie wypowiedzi Michała Żarskiego są na poziomie, jakiego w Teraz Rocku dotąd nie było. Niepotrzebnie więc Wiesław Weiss próbuje dotrzymać kroku swemu krytykowi.

Jeśli jednym z celów wydawania miesięcznika poświęconego muzyce rockowej jest pobudzanie młodych czytelników do własnych poszukiwań, to ciągłe pisanie o klasyce własną inwencję w odbiorcach zabija. Klasyczne albumy rockowe mają już wystarczająco dużo lajków, natomiast pisanie o debiutujących wykonawcach często skłania do sięgnięcia po ich twórczość, utwierdza miłośnika muzyki w dokonaniu dobrego wyboru. Sztukę tę do perfekcji opanowali Anglicy, którzy potrafią z zespołu, który jeszcze nie wyszedł z garażu, zrobić sensację roku. Pisanie wciąż o dinozaurach młodych słuchaczy raczej zniechęca, bo co pociągającego może być dla nastolatka w czytaniu o siedemdziesięcioletnich gwiazdach rocka?

Jestem przekonany, że wytłumaczeniem historycznego zacięcia Teraz Rocka jest zainteresowane tematyką grono wiernych czytelników. Prawdopodobnie w znacznej mierze nabywcami gazety są osoby w wieku powyżej 30. roku życia i dlatego bliżej Teraz Rockowi do magazynu Classic Rock, niż do NME. Podobieństwo do angielskiego miesięcznika zauważalne jest nie tylko w tematyce, ale także w szacie graficznej. Wystarczy porównać stronę Teraz Rocka wprowadzającą do nowego numeru z analogiczną w Classic Rock, czy te z artykułami, na których niektórym wypowiedziom muzyków nadana jest forma wyciągniętego przed nawias cytatu. Jeśli to Classic Rock „zerżnął” z Teraz Rocka, to przepraszam.

Zmierzam do tego, że nie ma się co denerwować, zwłaszcza, gdy krytyka jest zasadna. Jeśli jest się do obranej drogi przekonanym, trzeba robić swoje, nawet wtedy, gdy relacja z lotu samolotem, za którego sterami zasiadał sam Bruce Dickinson**, przypomina żucie drugi raz tej samej gumy.

P.s. Rozbawił mnie felieton redaktora Weissa o pochodzeniu słowa „chórek”. Nazywanie go idiotyzmem uważam za sporą przesadę, podobnie jak, pomimo poprawności językowej, nazywanie chórem dwóch śpiewaków. Czy nie lepiej byłoby zaakceptować nowy wyraz? Wszak, jakby to powiedział prof. Jan Miodek, język żyje, a niekiedy wchodzą do niego zwroty formalnie niepoprawne, użyte w kabarecie, czy reklamie. Tak sobie myślę, że gdyby zabrakło redaktorowi tematu na kolejny felieton, proponuję definitywne rozprawienie się ze słówkiem [sic!] „solówka” albo pójście jeszcze dalej. Jeśli redaktor zazdrości autorowi „chórku”, to może pokusi się o wymyślenie niezdrobniałej formy słowa „altówka”. Z pewnością za 50 lat ktoś doceni to w felietonie.

* – jeśli komuś przyszłoby do głowy zarzucić mi złośliwość, odsyłam do jednego z ostatnich numerów Teraz Rocka. Na czterech stronach artykuł o samolotach, którymi Iron Maiden podróżowali na trasach koncertowych. To fascynujący zbiór informacji, bez których prawdziwy fan rocka nie może się po prostu obejść; na wypadek, gdyby wśród rockowej braci znalazł się jakiś spotter, w artykule wskazano nawet numery rejestracyjne samolotów czarterowanych przez ekipę Bruce’a Dickinson’a. W Skrzydlatej Polsce tekst zrobiłby furorę. Żeby nie było, w najnowszym, lipcowym, numerze znowu Iron Maiden. W sierpniowym też pewnie będą, bo jutro we Wrocławiu grają koncert, który w lutym przyszłego roku zwycięży w kategorii Wydarzenie roku 2016.

** – swoją drogą, wyniki plebiscytu Teraz Najlepsi opublikowanego w lutowym numerze miesięcznika pokazują, jak działa zasada wzajemności. Płytą roku 2015. Wiesława Weissa została „The Book of Soul” Iron Maiden. To naprawdę aż tak dobra płyta, czy tylko efekt zaproszenia redaktora na darmowy lot maidenowym samolotem?