Rockowy Londyn

Biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość muzyki rockowej ma rodowód anglosaski, jednym z najciekawszych kierunków zwiedzania dla fanów rocka jest stolica Wielkiej Brytanii. Za wyborem Londynu przemawiają także położenie, to tylko dwie godziny lotu z Wrocławia, oraz tani przewoźnicy oferujący loty codziennie w najbardziej korzystnych godzinach (wczesnym rankiem i późnym wieczorem). Tak, do Londynu można wyskoczyć na fish and chips, rejs po Tamizie i zakupy na Oxford Street mając tylko jeden dzień urlopu. I nie trzeba się spinać, bo w każdej chwili można do miasta wrócić.

Wylot wczesnym rankiem z Wrocławia (6:35) oznacza pobudkę w środku nocy, ale można zdrzemnąć się w trakcie lotu. Po drodze zyskujemy godzinę, bo w chwili wylotu na Wyspach jest dopiero 5:35. Z lotniska Stansted do Londynu najszybszym środkiem transportu jest pociąg. Stacja znajduje się bezpośrednio przy terminalu, a do Liverpool Street dojeżdżamy w 45 minut. Wyruszając z lotniska w okolicach godziny 8:30 do centrum docieramy akurat w momencie, gdy kończy się poranny szczyt komunikacyjny, dzięki czemu jednodniowa Travel Card jest odrobinę tańsza. Kupujemy całodniową przepustkę do komunikacji miejskiej i Londyn jest nasz.

Gdzie skierować pierwsze kroki powinien miłośnik muzyki rockowej? Jaki jest największy rockowy zespół wszech czasów? The Beatles! Jedziemy na Abbey Road zobaczyć najsłynniejsze przejście dla pieszych na świecie. Na Liverpool Street wsiadamy w czerwoną linię metra (Central Line) by na Oxford Circus przesiąść się na Bakerloo Line. Jadąc w kierunku Harrow & Wealdstone przejeżdżamy przez stacje Baker Street (tu mieszkał Sherlock Holmes) i Paddington (to stąd nazwisko sympatycznego Misia). Wysiadamy na Maida Vale, stąd do celu już tylko dziesięć minut pieszo.

Oznakowanie poziome dawno zmieniło swój wygląd, ale ustawiając się w miejscu, w którym pod koniec lat 60. stał fotograf trudno nie rozpoznać krajobrazu. I nie przejmujcie się, jeśli jesteście sami, na miejscu nie brakuje podobnych wam wariatów, więc z pewnością ktoś zrobi wam zdjęcie na pasach. Tuż obok mieszczą się Abbey Road Studios, pewnie czasem można trafić na któregoś ze znanych muzyków. W położonym za ogrodzeniem budynku znajduje się sklepik z pamiątkami. Oryginalna londyńska tablica z nazwą ulicy to wydatek 125 funtów i dopłata za nadbagaż w drodze powrotnej, ale karty do gry z Beatlesami kupić można już za piątkę.

Uwaga! Jeśli robicie zdjęcie przejścia dla pieszych stojąc na lewym pasie, nie cieszcie się, że nic nie jedzie, ale uważajcie na auta nadjeżdżające z tyłu!

David Bowie w dzieciństwie mieszkał przy 40 Stansfield Road w Brixton, ale to nie rodzinny dom Ziggy’ego Stardusta jest kolejnym celem wycieczki, a mural, dla którego inspiracją była okładka albumu „Aladdin Sane”. Z Maida Vale wracacmy do Oxford Circus, tam przesiadamy się na Victoria Line i jedziemy do stacji końcowej (Brixton). Po wyjściu na powierzchnię skręcamy za róg w Tunstall Road, która na tym odcinku jest deptakiem. Malowidło trudno przeoczyć. Idąc kawałek dalej Brixton Road dochodzimy do słynnej sali koncertowej Brixton Academy. Trudno wymienić liczącego się wykonawcę rockowego, który nie ma na koncie występów w tej miejscówce. Wracamy do stacji metra. W oczy, zwłaszcza wieczorem, rzuca się sporych rozmiarów neon z napisem Electric Avenue. Tak, to tutaj swój początek ma tytułowa ulica z piosenki Eddy’ego Granta (z albumu „Killer on the Rampage”), która swą nazwę zawdzięcza elektryfikacji.

Swego rodzaju paradoksem jest, że kolejne miejsce, do którego jedziemy, związane jest z zespołem pochodzącym z Manchesteru. Pamiętacie buczenie publiczności, gdy Liam Gallagher wychodzi na scenę Stadionu Wembley i rzuca do mikrofonu „Hello Manchester!” (zdarzenie zarejestrowane dla potomności na koncertowym albumie „Familiar to Millions”)? A jednak to nie pochodzący ze stolicy Blur, a właśnie Oasis uwiecznili fragment Londynu na okładce jednej z rockowych płyt wszech czasów. Ulica z „(What’s The Story) Morning Glory” to, położona w dzielnicy Soho, Berwick Street. Z Brixton jedziemy do Green Park, tam szybka przesiadka na Picadilly Line i, jadąc w kierunku Cockfosters, wysiadamy już kolejnej stacji (Picadilly Circus). Przez moment znajdujemy się w jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc Londynu. Zakrzywiony ekran wyświetlający przez całą dobę reklamy znają wszyscy. Stąd już tylko kilka minut pieszo. Na okładce płyty Oasis DJ Sean Rowley został uwieczniony na ulicy uprzątniętej z samochodów, nie było też rusztowań przy remontowanych budynkach, ale to na pewno tu. Na Berwick Street warto wybrać się z jeszcze jednego powodu. Po Virgin Megastore i HMV, wielkich sklepach muzycznych na Oxford Street, pozostało już tylko wspomnienie, ale przyjemności płynącej z poszukiwania rarytasów dostarczy nam Sister Ray, sklep płytowy mieszczący się pod numerem 75. By nie tracić zbyt wiele cennego czasu, warto wcześniej przygotować listę poszukiwanych tytułów.

Po wyjściu z Sister Ray ostatni raz rzucamy okiem na scenerię z okładki „(What’s The Story) Morning Glory” i wracamy do metra Picadilly Circus. Broniąc się przed zarzutem przechadzania się ulicami, które z punktu widzenia tradycyjnej turystyki nie mają w sobie nic szczególnego, na koniec zostawiłem największą atrakcję. To miejsce, które wrażenie może zrobić nawet na kimś, kto nie ma pojęcia o latającej między kominami świni. Wsiadamy do metra Picadilly Line, kierując się na lotnisko Heathrow. Po przejechaniu czterech stacji, na South Kensington, przesiadamy się na District Line (w kierunku na Upminster), ale, mimo, że nogi odmawiają nam już posłuszeństwa, stoimy przy drzwiach, bo wysiadamy już pierwszym przystanku (Sloane Square). Po wyjściu z tunelu czeka nas krótki, około dwunastominutowy, spacer. Docieramy do Chelsea Bridge, z którego rozpościera się wspaniała panorama położonej na drugim brzegu Tamizy Battersea Power Station. Nic dziwnego, że monumentalna architektura zainspirowała twórców ze studia Hipgnosis. Kontrastujące białe kominy wyrastające z industrialnego budynku wzniesionego z czerwonej cegły dają niezwykły efekt. Aż nie do wiary, że jeszcze kilka lat temu istniały plany całkowitego wyburzenia nieczynnej od dawna elektrowni, a jednym z pomysłów było postawienie na jej miejscu nowego stadionu Chelsea Londyn. Na szczęście nic takiego się nie stało, a rozstawione wokół budynku żurawie świadczą o trwających wciąż pracach adaptacyjnych.

W każdej wyprawie najważniejsze jest, by zdążyć na samolot powrotny. Wylot ze Stansted o 20:30 oznacza, że warto stawić się na lotnisku o 19:00. Wsiadając do pociągu na Liverpool Street chwilę po 17. spokojnie zdążymy odprawić się na lot do domu. Przyznam szczerze, że wycieczki tej nie zrealizowałem w ciągu jednego dnia, ale wszelkie wykonane przeze mnie obliczenia wskazują, że jest to możliwe. Prawdopodobnie w drodze powrotnej udałoby się jeszcze wyskoczyć z metra na Tower Hill, by pod Tower Bridge zjeść fish & chips. Rozbudowując natomiast wyprawę o dodatkowy dzień warto po prostu powłóczyć się po Londynie, odwiedzając Covent Garden, Westminster, Buckingham Palace, i, przede wszystkim, nie zapominając o półgodzinnym rejsie Tamizą na trasie pomiędzy Big Benem a Tower Bridge.

Playlista:

The Beatles „Abbey Road”
David Bowie „Aladdin Sane”
Eddy Grant „Killer on the Rampage”
Oasis „(What’s The Story) Morning Glory”
Pink Floyd „Animals”