Vinyl Top 20 / Lipiec 2019

1. The Black Keys „Let’s Rock” (2019)
2. Eiffel „Stupor Machine” (2019)

3. Talking Heads „Remaining In Light”
4. Dire Straits „Love Over Gold”
5. P. McCartney „Back In The World”
6. The Waterboys „Where The Action Is” (2019)
7. Dire Straits „Brothers In Arms”
8. Love Battery „Between The Eyes”
9. B. Springsteen „Magic”
10. ZZ Top „Live In Texas”
11. Oasis „MTV Unplugged”
12. The Rolling Stones „Let It Bleed”
13. L7 „Scatter The Rats” (2019)
14. P. McCartney „Amoeba Gig” (2019)
15. Soundtrack „Yesterday” (2019)

16. Foo Fighters „00950025 / 00111125 Live At The Roundhouse, London, July 2011” (2019)
17. Aerosmith „Toys In The Attic”
18. U2 „Live In Sydney 1993”
19. D. Matthews Band „Come Tomorrow”
20. P. Gabriel „So”

W podsumowaniu czerwca najnowszy album The Black Keys dotarł zaledwie do dziesiątego miejsca. Miał mniejsze szanse od pozostałych płyt, gdyż premiera odbyła się pod koniec miesiąca. W lipcu „Let’s Rock” wygrała już bezapelacyjnie. Co jeszcze mogę dodać po wielokrotnym przesłuchaniu płyty? Chyba tylko to, że wypełniająca album muzyka jest tak niewiarygodnie taneczna, że nawet mi ciężko usiedzieć w miejscu. Tu wyjaśnić muszę, że od tańca bardziej wstydzę się już tylko wskoczyć na rower w obcisłym kolarskim wdzianku. W tym układzie prawdziwy pech prześladuje Francuzów z Eiffel. W maju musieli uznać wyższość dziewczyn z L7, w czerwcu wpuścili przed siebie The Waterboys i Morrisseya, a tym razem ustąpili duetowi z Ohio. Nie zmienia to oczywiście faktu, że „Stupor Machine” z pewnością znajdzie się w zestawieniu najlepszych albumów 2019 roku.

Dwa tygodnie temu w ankiecie zapytałem o najlepszy album Dire Straits, dając wybór między dwoma sąsiadującymi ze sobą w dyskografii grupy albumami, „Love Over Gold” i „Brothers In Arms”. Wynik mnie nie zaskoczył, 68 % oddających głos opowiedziało się za płytą z 1985 roku. Sam nie do końca potrafię się zdecydować, bo chociaż „Brothers In Arms” wypełniona jest po brzegi przebojami, to jednak piękno „Love Over Gold” chwyta za serce przy każdym odtworzeniu.

Dave Matthews Band kontynuuje trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych promując ostatni studyjny album „Come Tommorow”. Czekając niecierpliwie na oficjalne bootlegi dokumentujące tegoroczne występy w Europie, w internecie można obejrzeć koncert, który odbył się 20 lipca w położonym na zachód od Waszyngtonu Bristow. Transmisja na żywo miała miejsce w nocy naszego czasu, ale film nadal nie został usunięty z oficjalnego profilu zespołu. I nie trzeba przerażać się wskazanym na ekranie czasem odtwarzania, bo z trzech godzin i dwudziestu minut odjąć trzeba 20 minut oczekiwania na pojawienie się zespołu na scenie oraz 30 minut przerwy w środku koncertu spowodowanej burzą, jaka nadeszła nad amfiteatr.

W ramach eksploracji dyskografii Talking Heads zmierzającej do zakosztowania czegoś więcej, niż tylko powszechnie znanych przebojów, tym razem sięgnąłem po wydany w 1980 roku album „Remaining In Light”. Pisać o zespole Davida Byrne’a używając określenia „inteligencki rock”, to jak prawić samemu sobie komplementy. Udając skromność lepiej więc poprzestać na stwierdzeniu, że jest to muzyka wymagająca od słuchacza skupienia większej uwagi na wydobywających się z głośników dźwiękach. Nagrodą jest obcowanie z twórczością wyprzedzającą swoją epokę, mającą swe źródło w post-punku, ale, dzięki niezwykłej wyobraźni twórców, doprawioną połamanymi rytmami, funkiem i elektroniką, wychodzącą daleko poza schemat zwrotka-refren.

Minęło już kilka ładnych lat od momentu, gdy kariera Kaiser Chiefs uległa załamaniu. Stało się to w okolicach płyty „The Future Is Medieval”, co dość łatwo powiązać to z odejściem perkusisty Nicka Hodgsona, będącego twórcą zdecydowanej części repertuaru grupy. Po triumfie Kaiser Chiefs uwiecznionym na koncertowym wideo „Live At Elland Road”, zarejestrowanym w rodzinnym Leeds, pozostało już tylko wspomnienie. Wydana właśnie płyta „Duck” sytuacji zespołu nie zmieni, bo wypełniona jest muzyką na gorące wakacyjne wieczory, która przeminie równie szybko jak upalne lato.

The Black Crowes popularność zdobyli w pierwszej połowie lat 90. Trudna braterska miłość uniemożliwia chyba porozumienie braciom Robinsonom, bo dziś każdy z nich na własną rękę kontynuuje karierę. W lepszej sytuacji wydaje się Chris Robinson, bo to on, z uwagi na charakterystyczny głos, był wizytówką grupy. W lipcu, nakładem Silver Arrow Records, ukazała się kolejna studyjna płyta Chris Robinson Brotherhood zatytułowana „Servants Of The Sun”. Mieszanka bluesa i southern rocka z pewnością przypadnie do gustu dotychczasowym fanom wokalisty, choć niekoniecznie miłośnikom macierzystej grupy. Na płycie brakuje rockowego pazura, który charakteryzował wczesne albumy The Black Crowes.

Wspomniany wyżej pazur odnaleźć natomiast można w muzyce tworzonej przez Richa Robinsona. Na nowy album dowodzonego przez gitarzystę The Magpie Salute musimy poczekać do jesieni, bo na 11 października tego roku zapowiedziana jest premiera „High Water II”. Wydane dotąd „High Water I” i koncertowy „The Magpie Salute” jednoznacznie wskazują, że to właśnie z tej strony oczekiwać można kontynuacji drogi obranej przez braci przed laty. Barwa głosu Johna Hogga zadziwiająco przypomina Chrisa Robinsona, a skład grupy uzupełniają byli muzycy The Black Crowes, Marc Ford i Sven Pipien (trzeci z nich, klawiszowiec Eddie Harsch zmarł w 2016 roku).